Krótka ta chwila była dla niej tryumfem... z razu wszyscy jeszcze byli pod urokiem i jakby oniemieli z podziwu... potem kasztelanowa podniosła się i zawołała:

— A! cóż za talent cudowny!...

Bogusławski złożył ręce przed nią.

— Któż był mistrzem! kto... pana uczył? gdzieś tego nabył?

— Ja? odezwała się Laura zawstydzona, uczyło mnie uczucie własne, nikt więcej — próbowałem, myślałem... i — niestety — wiem tylko jak trudno dojść... do tego co dusza przeczuwa jako doskonałość!

— Jak żyję, nicem podobnego nie słyszała, przerwała kasztelanowa.

— Ja, anim marzył, rzekł Bogusławski.

— A ja, anim się po tym zimnym, milczącym jegomości spodziewała! dodała Lassy z dygiem arcy komicznym... Tak się ukrywa z talentem, jak drudzy z nim chwalą.

Laura w kątku odpokutowała swe zuchwalstwo, czyniąc sobie za nie wyrzuty i kryjąc z rozpromienioną twarzą. Serce jej biło jeszcze od wzruszenia, którego doznała sama... i smutek jakiś ogarnął po niezmiernym wysiłku...

Bogusławski zbliżył się do niej ze złożonemi rękami...