— I najgorętsze uwielbienie... nie zdoła przełamać...
— To co u panów nazywa się uwielbieniem, jeszcze mocniej drzwi zamyka...
— Lecz...
— Przepraszam hrabiego, że go muszę pożegnać, odezwała się Laura.
Hrabia ciągle wpatrzony w nią, stał.
— A! to trzeba oszaleć! zawołał. Będęż miał przyjemność widzieć pańską siostrę choćby u kasztelanowej?
— Za to ręczyć nie mogę, odezwała się Laura, ja i siostra mamy nieobrachowane dziwactwa i nic nigdy nie przyrzekamy na — jutro.
Skłoniła się po raz drugi.
Hrabia bukiet, nie mając snadź go gdzie złożyć, powoli patrząc w oczy Laury, rzucił u jej stóp na podłogę... Pochwyciła go z niej żywo...
— Śliczne kwiaty... mój Boże! za godzinę umrą... a ta woń, to ich konanie... im bliższa śmierć, tem silniej wyziewają tego ducha... zawołała Laura jakby do siebie. Panie hrabio, tak i z nami, im więcej blasku, uroku, woni, tem bliższa śmierć. Bądź pan pewien!