Rotmistrz opowiedział, że jejmość była jego krewną, i że przybył jej w pomoc, aby choć alimenta wyrobić, pókiby się sprawa nie rozstrzygnęła.

Siedli tedy w marjasza grać, już jako koligaci i przyjaciele. Do oblania pierwszej dubli przyszła butelczyna. Humory poróżowiały.

— Co wy tam z tym nieszczęśliwym Dobkiem robicie? spytał rotmistrz.

— A cóż? siedzi w alkierzu, nic mu się złego nie dzieje, odparł komissarz.

— Jabym się z nim nie mógł też widzieć?

— Przy mnie, dla czegóż nie?

— Chciałbym mu moją kondolencję wyrazić, rzekł Poręba. Ludzie mnie ogadali przed nim, z domu mnie przepędził, wszystko to przebaczam wspaniałomyślnie — żal mi go...

Cóż myślicie będzie z tej sprawy? dodał rotmistrz.

— Albo ja wiem? Dotąd mi idzie jak z kamienia to arjaństwo.

— E! co to wam się wdawać w sądzenie sumienia ludzkiego, — zawołał Poręba; on o to z Panem Bogiem mieć będzie sprawę... Arjanin? a wiesz asińdziej co arjanie byli?