— W istocie, nie przeczę temu, smutnie odparła Laura, ostygłam, przyszedł mi rozum za późno, by zagoił ranę, ale w czas, by jej nie dać powiększyć. Dla twojego, dla jej szczęścia, powinniśmy się rozstać... Widok tej dobrej Zosi, jej przywiązanie do ciebie, wróciły mi pojęcie obowiązku... Bądź zdrów mój Honory...
Chciała odejść, chorążyc powstrzymał ją gwałtownie.
— Gardzisz mną, rzekł, masz słuszność, wydaję ci się nikczemnym i samemu sobie także, aleś we mnie obudziła uczucie niepohamowane... Wszakże innej pociechy dlań nie żądam, tylko widzenia, słyszenia, kochania ciebie!!
— Nie mów nic więcej, przerwała Laura. Ja może cierpię mocniej, a milczę. Skargi są rzeczą słabych istot... mężni poddają się losom i milczą... Bądź zdrów Honory...
Spojrzeli sobie w oczy... Honory zadrżał i pobladł, Laura udała uśmiech obojętny...
— Uzdrowię cię, rzekła, zobaczysz... rozczaruję... potrzebujesz tego, byś się nie łudził, bo nieumiesz kochać bez nadziei!
— Nawet bez nadziei! odparł Honory.
Laura odbiegła żywo.
Stanowczo więc podziękowano chorążemu za jego troskliwość, i odrzucono ofiarę. Dobkowie wybrali się sami, z Eliaszem tylko i panią Słomińską.
Nazajutrz rano bryki ładowano do drogi, a pan Salomon chodził niecierpliwy, jakby ta podróż do Borowiec zbliżyć go miała. Zosia i Honory zajmowali się wyborem, którym chorąży sam kierował, przy zdarzonej zręczności gderając na kogo tylko mógł, co go zwykle w wyśmienity humor wprawiało. O kuli i kiju włócząc się, był pono najczynniejszym ze wszystkich... Laura patrzała obojętnie, lub taką się obcym przynajmniej wydawać mogła, choć niepostrzeżonemi znaki przebłyskiwało po twarzy jej uczucie jakieś tajone umiejętnie. Niekiedy wejrzenie na to szczęście domowe, na cichy kąt ów, w którym Honorego zostawiała, budziło w niej zazdrość, którą oczy chwilowo ożywiały się i gasły. Wszystko było gotowe, nastąpiły pożegnania, które Laura starała się znowu uczynić jak najkrótszem i wlać w nie prawie nienaturalną wesołość. Dobek też spieszył, i w milczeniu uścisnąwszy się, uciekli od gościnnego ganku, na którym Honory długo z Zosią pozostał.