Spojrzeli na siebie.
— Dalibóg, bogini! królowa! Venus! zawsze młoda i piękna!... a ja, patrz aniele mój, co ze mnie służba, praca i kłopoty uczyniły! (O ekscessach zapomniał).
— Ale generał doskonale wyglądasz!
— W łaskawych oczach pani starościnej dobrodziejki... Ale mówże mi pani (obejrzał się), Sabciu kochana — wszak mogę cię tak nazywać?
Rózia była wyszła, starościna podając mu rękę do pocałowania, nie oburzyła się na wspomnienie Sabci.
— Mówże co porabiasz! jak się wiedzie? Widzę cię w splendorach!
— Najnieszczęśliwszą w świecie kobietą.
— Jakto?
— Nie słyszałeś?
— Nic nie wiem... tragedje?