— Przecież Sabina...

— O sto mil! rozśmiała się Cecylja.

— Gdzie zaś! o sto kroków! Wszak ona tu przyjechała... Owdowiała, poszła drugi raz za mąż, bogata pani!

Cecylia zdziwiona wielkiemi oczyma patrzała na generała.

— Jaką mi dała kolacyjkę wczora! niech ją Bóg kocha, mówił Sapora, z gustem kobieta i caca! Jaka jeszcze ładna, jak się umie ubrać, co za państwo! Liberje, apartament, ekwipaż...

Wszystkiego tego słuchała modniarka, coraz większe okazując zdumienie.

— Poszczęściło się jej! dokończył Sapora.

— A cóż ona tu robi? spytała siostra.

— Ma interes... do którego ja jej pomogę. Odziedziczy piękne dobra...

Po kilku słowach jeszcze generał wyszedł, wygadawszy się nawet z mieszkaniem pani Dobkowej.