Generał się porwał.

— Przesadzacie po babsku! zawołał.

— Jak mi Bóg miły, nie, rotmistrz kufry podnosił, wie ile ich było.

— To cale się tu coś nowego święci, począł zadumany Sapora, gra świeczki warta... Pieniędzy takich podchwycić nie mogli... Są gdzieś skryte... Nie ma co się namyślać, niegodziwego człeka należy się pozbyć... a jejmości zagarnąć spadek...

— A jak się go pozbyć?

Generał nucić zaczął, wino wypił i po czole się bił, jakby z niego wysztukać chciał radę zdrową.

— Dokąd asindźka sądzisz, że mógł uciec? spytał.

— Do krewnych swych Dobków w Konopnicy.

— Posłać się zaraz dowiedzieć tam, a człowieka takiego franta, żeby niby sprzyjając Dobkowi, ostrzegł go, aby sobie co najrychlej uciekał. Jeśli go tam nie ma, to wiedzą o nim i znać mu dadzą.

— Kogóż posłać?