— Wiesz, moja droga Lauro, ja znowu jestem bez... dachu. Szukam sobie mieszkania... Gdyby tu było do najęcia na dole, wzięłabym izdebkę, żeby wam być na zawołanie... Ja cię tak kocham! a! ty nie wiesz!

Uśmiech Laury i spojrzenie były całą odpowiedzią.

— Wszakże mi tego za złe nie weźmiesz, jeśli się tu ulokuję?

— Aby macosze donosić o nas? zapytała Laura.

Lassy zarumieniła się mocno.

— Słusznie jestem posądzona, rzekła, bardzo słusznie, znoszę to w pokorze; ale, ja z tą złą, niegodziwą, ohydną kobietą nic do czynienia mieć nie chcę, wyrzekam się jej... a, jeśli się podoba, daję słowo, iż nogą z domu nie wyjdę.

— Nie mogę wam zabronić mieszkać gdzie się podoba, rzekła Laura, ale rada wam nie będę, to z góry powiadam.

— A jeśli ci do nóg przyprowadzę księcia Andrzeja, który całą sprawę poprowadzi, weźmie na siebie i wróci wam spokojność!

Z niedowierzaniem spojrzała Laura na śmiejącą się szatańsko Lassy.

— Mogłabyś to uczynić? szepnęła.