— A! nie, nie, to... spazmy...

Generał dziwie popatrzał na nią milcząc...

— Hm, rzekł, chciałem coś powiedzieć, ale się już boję... żebyś pani nie rozchorowała się gorzej jeszcze...

— Czy co tyczącego się mnie? z obawą odezwała się Dobkowa.

— I bardzo nawet blizko — marszcząc brwi odezwał się Sapora. Widziałem się tylko co z doktorem Wersem... Pan Dobek, mąż jejmości, umarł otruty!

Starościna krzyknęła i padła na sofę czy zemdlona, czy udając mdłości...

Generał nie porywał się do ratunku — czekał stojąc i chłodno patrząc na jęczącą kobietę, która z wolna do siebie przychodziła.

— Wiesz asińdźka — odezwał się po chwili — jakoś ta śmierć tego Dobka przyszła bardzo w porę dla jejmości... ot! gotowi ludzie gadać! Przyznam się, że ja będę musiał jakiś czas tu przestać bywać... póki się to nie zatrze...

— A! zmiłuj się, generale, jeśli ty mnie opuścisz w tej okropnej doli...

— Kolacyjek dalibógbym się już lękał tu jeść, gdybym asińdźce na świecie zawadzał, szepnął z cicha Sapora — chrząknął głośno... Upadam do nóg — upadam do nóg!