— Nic, ojcze...

— Ty inny jakiś jesteś!

Dobek lekko się wstrząsnął.

— Nie wiem.

— Ty przychodzisz mi coś powiedzieć, rzekł stary, — ja wiem... wiedziałem, że przyjdziesz i że mnie będziesz pytał... ja wszystko widzę, gdy oczy zamknę...

Salomon snadź był nawykł do takich pytań, milczał.

— Ja czasem widzę was chodzących po zamku... ciebie — Lorkę... Słyszę jej głos i śpiew... i latanie.

Mówiąc starzec się coraz rozgrzewał... głowę podnosił wyżej.

— Mów Salomon... ty chcesz coś powiedzieć...

— Tak jest, odezwał się w końcu Dobek, zdobywszy się na męztwo: tak jest, przyszedłem po radę...