Upłynęło zaledwie kilka minut, gdy trzy osoby weszły do tegoż pokoju... Był to pan Tyszko, pan Honory i stary Eljasz.

Wojewoda popatrzał na nich, a że siedział naprzeciw okien przyłożył rękę do czoła.

— Hę? Tyszko zdaje się? rzekł cicho.

— Do usług...

— Cóż ty tu robisz? z interesem?... zapytał wojewoda.

— Tak jest... i ze znacznym.

— Masz co do odebrania...

— Nie, do umieszczenia...

Wojewoda spojrzał na hajduka stojącego za nim.

— Staszku, rzekł spokojnie, na rany Chrystusowe, weź ty mi ich za plecy i grzecznie a pięknie wypchnij co najrychlej!