Laura wspomniała mówiąc o Emilopolu, o zachwycającej grze hetmana na flecie, co mu nader musiało być przyjemnem, bo się błogo rozjaśnił i chwycił jej rączkę do pocałowania.

— Wiesz pani, odezwał się przypatrując się jej, ta ręka pierwsza panią zdradziła, po jej kształtach godnych dłuta Praksytela poznałem, iż anioł zwinąwszy skrzydła... zstąpił na Emilopolską ziemię...

— Kawalerze Georges — odezwała się po chwili Laura, dobrze, żeś mi się pan zjawił, mam prośbę do pana... Pan hetman łaskawie ją poprzeć raczy. Odstąp mi pan Munię...

— Nie mogę pani, rzekł kłaniając się Georges z wyrazem żalu — wczoraj już...

— A! cóżeś pan zrobił na Boga! Komu! gdzie?

— Wczoraj, mój mastalerz, rzekł hetman... z uszanowaniem i największą pieczołowitością odprowadził ją do Borowiec...

Laura zerwała się z rumieńcem wielkim dziękować obu.

— Jakże potrafię odwdzięczyć!...

— Dobrem o nas wspomnieniem, dodał hetman uśmiechając się, i pozwoleniem, by Georges przyjechał się tam dowiedzieć, jak doszła do domu...

Zarumieniona Laura podziękowała raz jeszcze i cicho szepnęła zaproszenie, które Georges’a uszczęśliwiło.