— No! słuchaj hultaju! powtórzył młodzieniec marszcząc czoło, ja jestem twój pan, chociaż z pomocą tych panów młodziej teraz wyglądam.

— Pleciesz Waszmość, z pozwoleniem — jakbym to ja był z rozumu obrany, żeby temu wierzyć! odparł obrażony sługa — czyż ja oczu nie mam! ot to!

— No! patrzajże na mnie — krzyknął przeraźliwie młodzieniec; i kiedy sługa spójrzał na niego, on przybrał postać dawną zgrzybiałą i w mgnieniu oka odmłodniał znowu.

— Wszelki duch Pana Boga chwali! wrzasnął zakrywając oczy rękoma przelękniony hajduk — To czary! w Imie Ojca i Syna! tfu! zgiń maro! przepadnij tfu! tfu! To mówiąc zaczął pluć na wszystkie strony i uciekać co siły.

Tym czasem już było po północy — pozabierano flaszki i przyniesione narzędzia i zabierano się wychodzić, kiedy Bartłomiej szepnął Rupertowi na ucho.

— A gdzież moje pieniądze?

— Poźniej — poźniej się znajdą, odpowiedział Rupert.

— Oho! nieoszukasz mię paniczu! zawołał śmielej Bartłomiej, głos podnosząc, nie ruszę ztąd krokiem bez pieniędzy.

— Panie przerobiony! rzekł obracając się do młodego, gdzież obiecana zapłata?

— Już jest u ciebie w domu — odpowiedział zagadniony, znajdziesz tam kufer pod łóżkiem, który kazałem zanieść do ciebie — o tajemnicę, prosić cię nawet niepotrzeba, bo nierostropne słowo, głową przypłacisz.