— Jakto zagrać?
— Ja mam także dwie dziesiątki, sprobujemy szczęścia, rzucim je do góry... Jeśli dziesiątka padnie na litery, to twoja; jak na orła, to moja. Będziesz miał cztery dziesiątki zamiast jednej.
— A jak przegram! — rzekł chłopak.
— To nie będziesz miał żadnej — odparł śmiejąc się drugi.
— A na cóż ja mam grać i także twoje odbierać?
Wtem gdy rozmawiali, chude psisko trąciło w nogę naszego biedaka. Ten się odwrócił, a pies mu mruknął: »nie graj, a idź dalej; coś zarobił, to twoje, a cobyś wygrał, byłoby wydarte drugiemu«.
— Nie chcę grać — rzekł, ostrożnie tuląc dziesiątki, posłuchawszy psa, chłopiec.
— A gdzież ty idziesz? — zapytał pierwszy.
— Idę szukać schronienia...
— Cóż to ty nie masz nikogo?