W tem Jan pochylił głowę, niepoznał jej i odwrócił się.

— Niepoznał mnie! zawołała z rozpaczą.

— Daj mu skonać w pokoju, rzekł stary, idź, idź ztąd! Ty co miałaś serce żartować z przywiązania, igrać z życiem ludzkiem — idź! idź! Bóg ci może przebaczy — ojciec nie może! —

Lecz Julja nie miała siły ani wstać, ani zwlec się — całowała zimną już rękę Jana, któren pomimo, że nie dał znaku iż ją poznał, jakby wzruszenie jakie wstrzęsło nim nowe, konać poczynał.

Ze złamanemi rękoma ojciec klęczał przy nim i zachodził się z płaczu. Skonanie ciężkie było i powolne, ale ani przytomność, ani mowa nie wróciły mu w chwili uroczystej zgonu. — Julję wynieśli bezprzytomną — ojciec pozostał przy nim...

Spytacie może co się stało z żywemi? Nie zawsze śmierć przychodzi, gdy jej żądamy — a życie bywa długą pokutą.

Stary Darski rok prawie konał, nie mogąc pójść za synem.

Marja wstąpiła do klasztoru.

A Julja? Julja żyje, ale jej życie oblokło się kirem na wieki. Sama jedna, z myślami i żalem mieszka w Dąbrowie i na jednym smętarzu odwiedza grób babki i Jana. —

Kruche jest szczęście nasze, nie rzucajmy go o ziemię. —