— Ale moje serce, trzeba żebyście tam były — to na kościół, który murować mają ze składki, z loterji i z dochodu biletów.
— No, to dajmy co potrzeba, a niejedźmy. —
— Jeźli od nas nikt nie będzie i inni sąsiedzi nie pojadą, — odparła starościna, a oni nie jadąc, nie dadzą nic. To po części obowiązek.
— O! babciu droga, kiedyż ja tak tych balów nie lubię!
— Cóż ci to — niedawno jeszcze wyglądałaś go i dopytywałaś o niego.
— Ale teraz jechać niechcę. —
— Namówisz się, serce moje, zrobisz to dla mnie.
— Każe babunia? I spojrzała na nię.
— Na ten raz — każę. —
— A no, to i pojedziemy!