We wszystkich domach przez oświecone okna widać było ubierające się damy, które w pośpiechu i niecierpliwości okiennic nawet pozamykać zapomniały. W ratuszu pozapalane lampy ustawione w dwa rzędy, tłum ludu zbierający się u drzwi i hałas niepospolity, któren na próźno starali się uśmierzyć ubrani paradnie budnicy, zwiastował zbliżającą się uroczystość. Do domów zajezdnych wjeżdżały coraz nowe kocze, karety, koczyki i bryczki.
Całe miasteczko było w gorączce, a chore panie i panowie, zmuszeni pozostać w domu, klęli słabość i doktorów. Marszałek, który najdokładniejszą miał wiadomość o przybywających i przybyłych przez nadwornego swojego faktora, nie bez pewnej dumy postrzegł, że obywatele sąsiedniego powiatu w znacznej liczbie zwabieni jego balem przybywali. — Pociągnął mocno kołnierzyka do góry i uśmiechając się rzekł, zażywając tabaki od sprawnika: — Niech się przekonają! grandioso będzie — grandioso!
W tej chwili dano mu znać, że do drugiego pokoju świec stearynowych zabrakło, z powodu że czuły na honor powiatu strapczy kazał gęściej oświecić salę tanców.
— A więc posłać do Chaimkowej. —
— Jw. panie — niema u Chaimkowej. —
— A więc — do Ajzyka. —
— Ajzyk niema także, wszystkie wykupiliśmy.
Marszałek porwał się za głowę. Straszliwy moment, chwila stanowcza się zbliżała; miał że się zbezcześcić używając łoju?
— Nie! rzekł — nie powiedzą żem powiat mój opuścił, gdzie o honor jego chodziło, reprezentuję go i niedopuszczę, aby z nas szydzić miano. —
— Ale cóż poczniemy?