— Przysięgam posłuszeństwo. —

— O! niecierpię przysięgi. —

— A więc — przyrzekam. —

— Nie lubię przyrzeczeń. —

— Cóż mam zrobić?

— Nic nie przysięgać, nic nie przyrzekać, ale być u mojej babki i dać się nam poznać.

Jan widział się w miłem, ale trudnem położeniu. O majątku jego, który wszystko ozłaca, nikt nie wiedział, ojca ledwie znano z ubóstwa, w które popadł (jak mówili sąsiedzi) przez własne głupstwo. Z rodziny jego oddawna nikt w sąsiedztwie niemiał stosunków. — Któżby go wprowadził? ktoby mógł moralnie ręczyć za niego.

— Rozkaz pani nadto mi pochlebia, żebym mógł pomyśleć nawet sprzeciwić mu się. Muszę więc obszernie i zrywając maskę z siebie, wytłumaczyć się pani. Ale zawczasu boleję, bo wkrótce stracę urok tajemniczości, a przestawszy być zagadką, nie będę nawet pewnie pożądanym gościem.

Julja czekała niecierpliwie końca, nawet Marja czarne swe łzawe oczy z ciekawością wlepiła w młodzieńca, który z kolei obie dziewczęta obejmując ognistym wzrokiem, coraz smutniejszą przybierał winowajcy postawę. —

— Chciałaś pani — jestem posłuszny, mówił po przestanku. Ojciec mój, ledwie tu komu w okolicy znany, dawniej majętny obywatel, dziś ubogi kawałka pola posiadacz, mieszka na granicy Dąbrowej i dożywa pięknych, spokojnych dni starości — zowie się Darski!