— Nieprawda — oparła się Bertocha. — Jeszcze o tobie tu słuchu nie było, kiedym ja go małym chłopcem znała — i dobrze znała! Byłam ci i ja młodą!

Uśmiechnęła się znacząco.

— Kto by im wierzył! Zaklnie się na wszystko, a potem... wiecheć141!

Minę nie nastraszyły te proroctwa. Wrzała gniewem, pilno jej było... Powiedziała sobie, że dłużej już nie wytrwa. Inne sługi miała zjednane, gotowe były przyjść w pomoc, trzeba jej tylko było zyskać Bertochę, aby mieć w niej wspólniczkę, nie wroga.

— Wszystkie klejnoty twoje! — mówiła, ściskając ją. — Mało ci tego, ze swoich dam! Ja z dziewczętami zrobię wszystko, ale ty musisz być ze mną! Ona dziś ledwie chodzi, krzyczeć nie będzie, nie posłyszy nikt — zobaczysz.

Bertocha, która już z ławy powstała, jęcząc się na nią rzuciła.

— Nie chcę! Rób sama!

Niemka wina jej dodała.

— Pij no, pij! Tchórz z ciebie! — zawołała. — Dziś z nią skończemy142... Ty musisz! Ja mogę, a żebyś ty nie chciała... On czeka na to, kazał, nagrodzi. Nikt słowa nie powie. Umarła i po wszystkim...

Piła zamyślona Bertocha, a po głowie się jej kręciły klejnoty i łańcuchy, i rozkaz księcia, i zapewniona bezkarność łatwej zbrodni.