— Czas wam spać! — odezwała się.

Lukierda spojrzała na nią bez odpowiedzi.

— Czas iść spać! — powtórzyła. — A to my dla was na nogach być musiemy! No, czas spać! — zawołała raz jeszcze, głos podnosząc i szydząc.

Księżna nic nie odpowiedziała. Chodziła powoli, przywykłą była do takiego sług znęcania się. Odrętwiała już na nie.

Kilka razy powtórzywszy coraz zuchwalej to napomnienie, dziewka przystąpiła do księżnej, za rękę ją ujęła i nie mogącą się obronić powlokła do łoża. Lukierda osłabła usiadła na nim, lecz w tejże chwili wstała prędko nastraszona i przechadzać się zaczęła. Drugi raz sprobówała dziewczyna za rękę ją ująć. Siłą jakąś gorączkową wyrwała się jej księżna, popatrzała ze wzgardą i odeszła w drugi koniec izby. Mina, przyglądając się temu zza drzwi przymkniętych, zżymała.

Dziewczyna odeszła, pomrukując. Szeptały wszystkie, stojąc pode drzwiami; głosy ich dochodziły księżnę, ale to było powszednie z niej i jej nieszczęścia urągowisko. Łzy się rzuciły z oczów, płakać zaczęła. Mina dała im znak. Wiedziała, że po takim płaczu gwałtownym sen ją brał zawsze osłabłą. Lecz Lukierda, zamiast iść do łoża, wcisnęła się w róg izby i, oparłszy o ścianę, oczy zamknęła. Godzina była późna w nocy.

Mina i Bertocha czekały, kazawszy sobie dać znać, aż księżna sama się położy. Czekały na próżno.

Kury piały już drugie, Lukierda drzemała oparta o ścianę, dziewczęta patrzały przez szpary, niecierpliwiąc się i przeklinając. Mina chodziła po swej izbie, teraz już potrzebując hamować Bertochę, która wyrywała się iść i kończyć... Była wpółpijana.

— Kiedy kończyć, to kończyć! — powtarzała. — Chodźmy! Zabijemy ją jak muchę.

Było po północy, gdy jedna z dziewcząt przybiegła, dając znać, że Lukierda poszła do łoża. Zerwały się obie kobiety, lecąc pędem. U progu coraz ciszej stąpały, dziewkom nakazując milczenie.