Juda patrzył na mówiącą, jakby chciał ją na wskroś przejrzeć.
— Tysiąc grzywien srebra potrzeba! — dodała żywo.
Usłyszawszy to, Juda pochwycił się za głowę i za długie dwa z obu jej strony zwieszone siwych włosów skręty.
— Któż taką straszną sumę pieniędzy mieć może! — zabełkotał.
Kulawy Hans, który się przysłuchiwał, uderzył go po ramieniu i rozśmiał się. Juda drgnął i cofnął się.
— Kto mu pieniędzy da — mówiła Mina — pojedzie razem z księciem, odbierze swoje i dostanie nagrodę, nagrodę dobrą!
— Tysiąc grzywien! — powtórzył Żyd zadumany. — Skąd wziąć tyle srebra! Zbierać trzeba, chodzić trzeba, żebrać trzeba! Tysiąc grzywien! Dla naszego księcia! Ten będzie każdą grzywnę brakować96, każdy grosz ważyć, patrzeć, czyj on i gdzie bity. Srebro próbować!
— Nagroda będzie książęca! — dodała Mina niecierpliwie.
Nastąpiła chwila milczenia i namysłu. Oczyma Juda pytał o tę nagrodę, zdawał się wątpić o niej, a razem97 jej pożądać. Mina nalegała, ażeby jeżeli chce, sam nagrodę oznaczył. Pilno jej było. Juda patrzał w ziemię, zżymał plecami. Wszystko to odbywało się pod wrotami, a choć układy przeciągnęły się, Juda nie miał ochoty wprowadzić niewiasty nieznanej do wnętrza. Hans, któremu noga zbolała, sparłszy o furtę, stękał.
Dziewczyna po raz drugi domagała się o warunki. Żyd westchnął ciężko, zaprzysiągł, że takich pieniędzy nie ma i nigdy ich nie miał w życiu, musiałby je chyba ściągać, szukać, pożyczać — a i tak w całej Lignicy o tysiąc grzywien trudno było.