Nareszcie wieczora jednego udało jej się zastąpić mu drogę.
— Cóż to?! — zawołała. — Mam już na pośmiewisko ludziom pozostać opuszczoną?
Przemko nie odpowiedział.
— Wy mnie znacie, że ja dobrą i złą być umiem! Ja się nie dam tak na śmiecisko wyrzucić!
Książę ręką starał się ją usunąć na stronę, lecz nie ruszyła z miejsca.
— Potrzebuję rozmówić się z wami! — dodała.
— A ja nie chcę mówić z tobą! — zawołał Przemko. — Słyszysz!
Niemka z bólu i gniewu zdrętwiała.
— Tamta ci już milsza! — krzyknęła. — Ten trup blady! Wolisz teraz swoją księżnę panią niż prostą dziewkę, którą można wygnać precz, choć z niewoli, a może od śmierci ocaliła!
Wołała tak, nie zważając na to, iż w podwórcu ludzie przechodzili, książę stał dumny, coraz groźniej się marszcząc i widoczniej niecierpliwiąc. Oziębłość ta i pogarda wzmagały gniew Miny.