— Ty tu jeszcze? — spytał.

— Sam nie wiem, jak się przywlokłem — rzekł Doman.

— Gdzieżeś nocował?

— U zduna, który ma dziewkę ładną.

— Weźże ją, a nie chodź darmo około tej, która cię nie chce.

— Nie zechce może i tamta!

— Zdunowa dziewczyna za żupana? — roześmiał się stary Wizun.— Ot, wieczór bliski — dodał — wracaj nazad do Mirsza, tak lepiej.

Doman ziewnął, przeciągnął się, wstał, posłuchał, siadł do czółna i popłynął, a po drodze myślał.

— Stary zna, co robić trzeba, lepiej oszaleć, jak się truć.

Gdy czółno przybiło do brzega, stary Mirsz siedział w swej wierzbie, wychylił się z niej.