Kneźna tylko w izbie postawiła żółty dzban z miodem zatrutym, ale Myszko pierwszy wpadł do świetlicy, postrzegł go i o podłogę nim cisnął, aż go roztrzaskał w kawały.
Pełen gród zwycięskiego ludu.
Czapki podrzucają do góry i wołają.
— Łado!.. górą Myszkowie!.. Chwost niech sczeźnie!
Na wieżę teraz patrzą wszyscy. Ani się przybliżyć do niej. Kto przystąpi, ginie. Kamienie się sypią z góry i gniotą. Odstąpili od stołba ludzie.
Wtem ktoś żagiew do szopy rzucił, drugi ognia naniecił w malowanym dworze... buchają dymy, świetlice się palą!
Niech kamień na kamieniu, niech belka na belce nie zostanie... w popiół Pepełków obrócić. Myszkowie poczęli wołać i otrębywać na swój lud, do kupy... Kazano się położyć w podwórzach — niech dwory i szopy, i do ostatniego wszystko płonie węgła.
Na jeden dzień roboty dość, o wieży pomyśleć czas i jutro.
Suche dwory i budynki chyżo objęły płomienie. Jeszcze ludzie z nich nie pośpieli102 wyratować co się zostało, gdy ogień obszedł dokoła i obrócił w jedno łoże płomieni i żaru.
Myszków gromada ze starszyzną radzić poszła. Szli z podwórza na odległy wzgórek. Tu się im okropny widok przedstawił.