— Hę? Dzik! — rzekła. — a tak! dzik... kłem... rozdarł mu piersi...

Gość oczy ciekawe zwrócił na nią i ruszył ramionami.

Jaruha się poprawiła.

— Jeleń... albo ja wiem?.. Na łowy wyjechał, a z łowów go przynieśli...

I trzęsła głową, brodę w ręku ściskając.

— Oj, łowy te, łowy... gorzej wojny takie łowy!...

Widocznym było z twarzy gościa, iż słowom jej nie wierzył. Ale w tej chwili na progu ukazał się Domanów brat, Duży. Myszko wstał i podszedł ku niemu, a Jaruha u łoża stojąc za nimi patrzała, bo wyszli ze dworu na podwórko.

— Mówże choć ty prawdę — zapytał Myszko. — Co mu jest, kto go ranił? gdzie?

— Wstyd przyznać się — cicho szepnął brat młodszy — za dziewką poleciał na Kupałę, za Wiszową... porwał ją na koń... Dziewka mu miecz od pasa wzięła i w piersi wbiła...

Spuścił głowę Duży, jakby go to wyznanie zbyt wiele kosztowało.