— Weźmiesz ją i pomścisz się — zawołał Myszko. — Chciałeś ją mieć za żonę... Uczynisz niewolnicą lub — zabijesz... nie truj się tym i bądź spokojny...
— Bylem siły miał trochę, doma nie zostanę... pali mnie łoże i srom...
— Słuchajże, Doman, wy z kim ? — przerwał Myszko.
— Z wami... — odparł krótko ranny i wskazał na brata. — on, ja, moi ludzie, czeladź. My, stare kmiecie, jesteśmy do swobody nawykłe, do ostatniej kropli krwi miru bronić będziemy. Kneź mir łamie, niech głowę da!
— Niech da głowę! — zawołał Myszko i wstał. — Więcej już słyszeć nie chcę i nie potrzebuję... Na tym dosyć...
Duży przyniósł mu miodu w kubku, gość z pośpiechem do ust go zbliżył i napił się, biorąc rękę Domana.
— Za rychłe wyzdrowienie twoje... Słowo?
— Słowo kmiece... i klątwa13... ja z wami... a umrę ja, z wami bracia, do ostatniego...
I legł na pościel. Myszko wyszedł i na konia siadł.
Na powrót weszła Jaruha zbliżając się do łoża chorego; spojrzała na piersi, z której płachty zrzucone leżały na ziemi i załamała ręce. Poczęła je podnosić, mrucząc.