— Sierota jesteś? — zapytał.

— Nie... miałam niedawno ojca i matkę, mam jeszcze braci i siostrę... Kmieć Wisz był mi ojcem — poczęła mówić. — Wisza kneziowscy ludzie zabili...

Wizun zbliżył się, ciekawie słuchając.

— Mnie chciał porwać za żonę sąsiad nasz... broniąc się zabiłam go. Nie chcę, aby się jego krwi mścili... przyszłam tu...

— Zabiłaś? — zawołał zdziwiony stary Wizun — ty? zabiłaś?.. Jak się zwał ten człowiek?

— Doman! — odpowiedziała rumieniąc się dziewczyna.

— Doman! Doman! — ręce załamując rzekł stary. — Ja go nosiłem małym na rękach...

Zmarszczył się Wizun.

Dziwa pobladła, ulękła się, aby ją nie odepchnięto. Stary nie mówił nic, sparty na kiju, milczał patrząc w ziemię.

— Doman zabity!... — mówił do siebie. — Zabity przez dziewkę...