Parobcy, co na łące siedzieli, rozglądali się dokoła. Wtem jeden drugiego potrącił i rzekł:
— Zyrun! Patrz ino na stary dąb... na stary dąb...
— A co w nim? Dziupla sroga...
— Nie widziszże? Pod dziuplą, hen, dwoje oczów w dziurach świeci... jakby żbik patrzał na nas?...
— Nie patrz! To czary... dąb święty... kto wie, jaki duch z niego patrzy... i co jego wzrok może?
— To nie duch, ino zwierz! Albo żywy człek zaklęty... duchy się tak po dniu nie snują... — odezwał się pierwszy.
Wszystka czeladź oczy na dąb zwróciła, lecz większą cześć ogarnęła trwoga.
— Dąb stary... święty... co by tam w dziurze człek miał robić...
— To zwierz.
— Spłoszyć go!... — krzyknął pierwszy. — Ślepia mu jeszcze świecą... ja je widzę...