— Dobrzeście mnie posiliły...

Gdy to mówiła, niespokojnym okiem rzuciła wkoło nagle.

— Kogoś czuję, obcy jakiś!...

Jak zwierz wietrzyć poczęła i oczy obracać. W istocie o kilka kroków od nich stał z zakrwawionym okiem i głową wychodzący z lasu Znosek. Na widok jego dziewczęta się przestraszone porwały, Jaruha popatrzyła tylko.

— E!— rzekła — nie macie się czego bać... to znajomy! Ale gdzieś musiał po miodzie przez las wędrować, gałąź mu oko wybiła i głowę sobie pokrwawił.

— Jaruho! — krzyknął z dala karzeł — ratuj mnie a daj ziele.

Widząc pokaleczonego, dziewczęta, zamiast uciekać, przyzostały trochę za drzewo się zasunąwszy.

— Chodź tu, zobaczymy... — mruczała stara.

Znosek się zwlókł ręką wciąż trzymając oko, a raczej miejsce, z którego ono wypłynęło, doszedł tylko do drzewa, przy którym siedziała stara i padł na ziemię.

Zapominając o wszystkim Jaruha ręce wyciągnęła ku jego głowie i poczęła ją macać.