Wisz, który na kamieniu siadł, a na leżący naprzeciw drugi wskazał Hendze — pokiwał tylko głową.
— Żonę mieliście Serbkę znad Łaby — odezwał się — mówiliście mi o tym. Ale jakeście do niej przyszli38? Hę? Pewnie nie po jej woli?
Roześmiał się Hengo.
— Starzy jesteście — odparł — wam tego mówić nie trzeba. A gdzież to na świecie niewiast się o ich wolę pytają? Gdzie się inaczej żonę bierze jak ręką zbrojną? Tak jest u was, u nas i na całym świecie... Bo one woli nie mają.
— Nie wszędzie — wtrącił stary. — Młodym woli nie dają, a stare u nas szanują. Choć im rozumu odmawiają, przecie duchy przez nie mówią i wiedzą one więcej niż wy... te — wiedźmy39 nasze...
Potrząsnął głową; milczeli chwilę.
— Na noc was o gościnę proszę — odezwał się Hengo. — Co mam z sobą w węzełkach, pokażę... Zechcecie co wziąć? dobrze — a nie będzie zgody? nie pogniewamy się o to.
— O gościnę prosić nie trzeba — zawołał Wisz wstając. — Kto raz spał pod dachem naszym, zawsze ma pod nim spocząć prawo. My wam radzi. Kołacz40 i piwo, i mięso się znajdzie; baby strawę wieczorną już warzą. Chodźcie ze mną.
Wisz wstał z kamienia i przodem go wiodąc, ku wrotom się skierował.