— Starszyzna radzić będzie — wnijdźcie, usiędźcie, słuchajcie a głosy swe dajcie...

Szli tedy pobratymcy owi do koła, których gdy poznano i przypomniano, wszyscy ich uprzejmie witając cieszyli się z mężów onych do swej rady.

Odezwali się potem najgorętsi, którym słowo usta paliło, ze słowami groźby i wyrzutów przeciw Leszkom, ciskając im w oczy winę ojca i zarzucając, że znowu sobie panowanie przywłaszczać chcieli.

Niektórzy, szczególniej z Myszków, występowali gwałtownie, niepomiarkowanie, złość swą wywierając na nienawistny ród. Zaczęli jątrzyć a podpalać, twarze bladły i ręce drgały u mieczów, gdy wśród wrzawy młodszy z gości wstał i prosił, aby mu jako druhowi słowo rzec było wolno.

— Jesteśmy goście i przychodnie — rzekł — ale w waszej mowie wspólna wszystkim nam matka przemawia do wnętrzności każdego z nas. Mężowie zacni, uspokójcie serca wasze, podajcie sobie dłonie, przebaczcie urazy, zapomnijcie krzywd, żyjcie zgodnie. Sami mówicie, że szeroka ziemia wszystkim starczy i wykarmi. Macie wspólnych nieprzyjaciół obcej mowy i plemienia, przeciwko którym bronić się powinniście. Komuż na korzyść pójdą waśnie i walki, jeżeli nie wrogom, którzy z nich będą korzystać?

Nie lepiejże podać sobie dłonie? bronić wspólnymi siłami! Uczyńcie pokój i zgodę, uczyńcie!

Mówił tak długo i gorąco gość obcy, a choć zrazu starszyzna się burzyła i szemrała, miał taki dar trafiania do duszy, iż się ludzie z wolna uśmierzali, uspokajali, łagodnieli i z lica im już widać było, że się skłaniali do przejednania.

I rzekł Bolko Czarny pierwszy:

— Niechaj więc stanie zgoda i mir między nami, ale jakąż nam dacie załogę98 i pewność, że dochowacie miru, gdy my go wam przyrzeczemy?

Dziadowie lub stryjowie niemieccy Pepełków, zmówią się jutro na nas, gdy lud rozpuścim i wojnę nam wniosą...