Ludzie na wałach pokładli się i patrzą w ciemności. Na wieży straż chodzi i rozgląda się dokoła. Nie widać nic... w górze przebłyskują gwiazdy, u dołu miga jezioro, w głębi lasy stoją czarne i dolina niema. Na niej też leżą mroki, żadnego ogniska, jakby gromady w ziemię gdzieś się zapadły.
Człeczek o jednym oku dobił się do brzegu, łupinkę schował w trzciny, wypełzł na ląd i — nie wrócił.
Tak zeszła noc. Brzask na niebie wschodnim, a po ziemi mgły się powlokły — i nic nie widać — ziemia tylko dyszeć się zdaje i poruszać... Mgła opada nad brzegami jeziora i kryje lasy i pola. Patrzą z wałów we mgły i nic nad nią nie widzą.
Za mgłami na wschodzie czerwieni się i złoci, wiatr poszedł po ziemi, miota leżącą na niej zasłoną, drze ją i precz znów rzuca na lasy.
Ludzie patrzą z wałów, mur stoi przed nimi, głowa przy głowie, ramię przy ramieniu — jak piasek u brzegu — tłum... Przodem Myszków gromada konna i kmiecia starszyzna.
Chwostek już na drugie stolowanie372 w wieży wlazł, stoi, liczy i policzyć nie może. Głową potrząsa.
— Niech postoją... pójdą!
Gdziekolwiek oko zwróci, spotyka znane twarze; tam stoją bracia tych, których pobił, tu synowie tamtych, co ich potopiono w jeziorze, a owo ci, co na zamku z Myszkami byli... czereda ich cała. Stoją murem i patrzą na gród, jakby go oczyma zjeść chcieli.
— Niech się napatrzą! — zamruczał i zszedł powoli z drabiny. Tu smerdowie pijani lud rozstawiają a serca dodają.
— Hej! hej! to czerń nie wojaki, licha drużyna, od sochy373 to i od radła374... motłoch...