Nazajutrz z rana i Doman podjechał do wrót z pokłonem, bo starego wszyscy szanowali.
— Cóżeście to wy tak pobledli? — zapytał gospodarz, który go i nie widział dawno i nie słyszał o nim nawet.
— Nóż miałem w boku, krwi mi siła upłynęło! — rzekł Doman.
— Któż was pchnął?
— Wstyd rzec... dziewka... Porwałem Wisza córkę, bo mi się srodze podobała... Na koniu będąc, w moich rekach, nóż mi mój własny wychwyciła i zadała ranę głęboką.
— Drogoście kupili dziewczynę...
— Anim jej dostał — odparł śmiejąc się Doman — wymknęła mi się i uciekła do chramu na Lednicę, a jam się długo lizać musiał...
Piastun rzekł:
— Znajdziecie drugą.
— Jużem ci i znalazł — dodał Doman — a co mi po tym, kiedy zawsze pierwszej żal.