Opatrzywszy go, Wizun znowu poszedł czuwać u brzega. Po śmiałych Pomorcach wszystkiego się spodziewać było można, nawet napadu nocnego garści jakiej na Lednicę.

Nikt też spać się nie kładł do rana — siedzieli czatując u brzegu. Na brzask się miało, i cisza panowała dokoła, na jeziorze nie widać już było pływających trupów, na lądzie pogasły ognie, gdy Wizun, który czuwał z oczyma wlepionymi w jezioro postrzegł przy słabym świetle poranka jakby plamkę czarną na jaśniejszej topieli... Posuwała się ona z wolna ku ostrowiu.

Płynął ktoś od lądu, lecz z wolna, jakby go sama fala niosła, bo wiatr dął z tamtej strony. Czasem czółenko stanęło, to znowu pędzone podmuchem, zawróciło się i płynęło dalej.

Dniało — wkrótce stary mógł już dostrzec ponad wątłym czółenkiem podobnym do niecki zgarbioną, jakby uśpioną postać kobiecą, płachtą okrytą. Ze znużenia znać drzemała w tym czółenku, które jej życie ocaliło — dając mu się nieść, gdzie dola wiodła. Tak z wolna, już nade dniem jasnym skorupka ta do lądu przybiwszy, zaczęła się kołysać, stanęła... Kobieta siedząca w niej przebudziła się, obejrzała, podniosła, płachtę zgarnęła, kij z czółna dobyła i niepewnym krokiem chcąc na ląd dostać, upadła.

Była to nieszczęśliwa Jaruha, której Pomorcy nie zabili — ocalała jako wiedźma, której czarów się lękano. Nocą jakiś zapomniany czółenek postrzegłszy na brzegu, siadła weń, odepchnęła się kijem i powierzyła wiatrom i wodzie.

Upadłszy starucha odzyskała siły trochę i przytomności, orzeźwiła ją woda, którą obmokła — podniosła się rozglądając do koła. Wizun wstał, poznała go zaraz, podnosząc ręce szła z wolna ku niemu.

— Żywie436, bóstwo moje, od śmierci mnie uratowało. Już, już Marena437 chwytała za gardło, chcąc ciągnąć do Jamy... a Żywie, dobra macierz, płaszczem swoim okryła... i stare kości ocalały.

— Dużo ludu zginęło? — zapytał Wizun.

— Dużo? Tyle, ile go było... Zginęli wszyscy... Widziałam trupa tej co wczoraj była dziewczyną, a umarła oczepiona438... Oszczep jej w piersi wbili. Zginął młody, poginęli drużbowie, drużki do psa wybili wszystkich, do nogi.

Potrząsała głową starucha, patrząc w ziemię i ocierając twarz zmokłą.