Wszyscy za podkanclerzym potakująco zawtórowali.
Król drgnął z niecierpliwości.
— Na Boga — zawołał — wracać, wracać, gdyśmy u progu zwycięztwa?
— Progu tego nie przestąpimy — rzekł podkanclerzy. — Ludzie padają jak muchy... Nie przed Turkiem ustąpim, ale przed mrozem i śniegiem, przed głodem!
Mruczenie i kilka głosów potwierdziło słowo Piotra. Król stał widomie zafrasowany...
Wtem z boku podniosła się ścianka i kardynał w sobolowej szubce wcisnął się do namiotu. Twarz jego zbladła wyrażała przestrach, oczy niespokojnie biegały...
Król jakby na pomoc wzywając, wejrzał ku niemu.
Cesarini podnosił już ręce.
— Mówicie o odwrocie — zawołał — teraz, w tej chwili, gdy... krok dalej a hordy te pierzchną strwożone przed nami... Chcecie laur zwycięzki zedrzeć ze skroni waszego króla...
— Wasza przewielebność — począł powoli Paweł z Sienna — nie widzieliście, jak my, co się z wojskiem dzieje... Z głodu i zimna zginiemy tu wszyscy... Koni połowa padła, w każdem obozowisku zostawiamy trupy, nie od strzał nieprzyjaciela, ale od chorób i wysiłku... Litość mieć potrzeba nad ludem tym...