— Nieszczęście! — zawołał wyrażając się popularnie po włosku (accidente!), co razem jest rodzajem przekleństwa.
Chwilkę milczał.
— Iść przebojem — dodał po cichu — na nic się nie zdało... Walczyć w tej chwili przeciwko pokojowi niepodobna... Gra musi być inną...
Lasocki patrzał i zdawał się czekać na wytłumaczenie, niedobrze rozumiejąc jeszcze.
— Wysadzeni z siodła — dodał Cesarini — musimy iść przy koniu i głaskać go, dopóki się nań wsiąść nie uda...
Spojrzał bystro na Lasockiego, uśmiechnął się i dodał, jak zwykle gdy bardzo coś uczuł mocno, po włosku:
— Chi va piano, va sano... e lontano, lontano. Musimy zgodzić się na pokój, pochwalać go nawet...
Przerwał i dołożył szepcząc, obiema rękami robiąc ruch jakby rozdzierał coś w nich...
— Pójdzie ten pokój w kawałki!!
— Lepiejby go niedopuścić — rzekł Lasocki równie cicho.