Prawdziwym cudem, nie utonął jednak nikt, dziewczęta się na sanie przesiadły, korona ocalała1.
Oto i zamek w Komornie, a w oknach światło u królowej, która się modli, rozpacza i płacze...
Elża przez cały ten dzień z największym niepokojem wyglądała powrotu sługi, a gdy ją oznajmiono, przywitała okrzykiem radości. Kottanerin chwiejąc się osłabła, niosła swej pani poduszkę!
Wzruszenie biednej wdowy było tak wielkie, iż zaledwie uścisnąwszy swą wierną Helenę, zachwiała się i osłabła musiała pójść do łóżka...
Przestrach i radość przyspieszyły spodziewane narodziny. Tejże nocy nadedniem wydała na świat pogrobowca.
Milczenie panowało w komnacie, i nie śmiała spytać drżąca matka, czy Bóg spełnił jej życzenie.
— Syn! — zawołały kobiety.
Królowej krzyk radośny rozległ się po zamku...
Syn! król! powtarzano po podwórcach. Syn! Było to oswobodzenie się od małżeństwa, od niewoli!
Arcybiskup Denis Szechy, tegoż dnia ochrzcił g, dając mu imię Władysława, jakby umyślnie na przekorę temu jednoimiennemu wybrańcowi, którego im narzucano.