— Nie chciałabym, aby biskup zawczasu wiedział, że ja na was rachuję, więc i od tej podróży nie będę was odciągała. Jedźcie.
Tu stanęła bliżej i palec podnosząc dodała.
— Jedźcie, lecz nie bawcie tam. Poselstwo sprawcie prędko. Ojciec św. gdy zażądacie, da wam odprawę rychło. Ja tu na was rachuję. Jesteście mi przy Władysławie potrzebni, a kto wie — szepnęła tajemniczo — może i gdzieindziej. Gdzieindziej! — powtórzyła z naciskiem. — Nie będziecie żałowali służby waszej u mnie.
Grzegorz się skłonił, a królowa po chwili dokończyła patrząc nań, aby wiedzieć jakie to na nim uczyni wrażenie.
— Probostwo w Wieliczce pono opróżnione, postaram się, aby wam je dano. Będziecie je mieć, ale do czasu milczcie.
Grzegorz ucałował wzruszony rękę królowej, która żywo powtórzyła.
— Wracajcie rychło. Ja tu nikogo nie mam, komubym się zupełnie zwierzyć mogła...
Chciała mówić wyraźniej i zawahała się nieco.
— Nie skarżę się na zdradę — ciągnęła dalej — ale nie wszystko co czynię chciałabym rozgłaszać przed światem, a nawet przed tymi, co jak biskup dobrze mi życzą...
Na twarzy królowej Sonki błysnął przelotny promyk dumy i pewności siebie.