Patrzałem zboku na oblicze jego... było jak maska nieporuszone, kamienne, ale oczy piorunowały. Biada nam! biada nam!
Grzegorz z Sanoka bojaźliwym nie był, lecz słowa te zatrwożyły go o skutek poselstwa. Wiedział, że bezwątpienia pomyślny skutek jego zależał od powodzenia cesarzowej i jej obozu.
— Cóż cesarzowej zagrażać może? — zapytał Biedrzyka.
Czech podniósł oczy w górę.
— Nie wiem, odgadnąć trudno, lecz lękam się wielce... W Pradze ona miała obrońców, tu ich już mieć nie będzie. Spojrzcie na orszak Zygmunta i kupkę naszą...
Podróż w jakiemś złowrogiem milczeniu ciągnęła się dalej do Znaima.
Tu nadbiegł Biedrzyk do chaty, w której z Grzegorzem stanęli, oznajmując mu naprzód, że cesarz dalej już żywym niesiony być nie może, lekarze oświadczyli, że godzina śmierci się zbliżała...
Zaledwie miał czas szepnąć o tem Grzegorzowi gdy wpadł zbladły, z załamanemi rękami komornik cesarzowej. Z twarzy jego Biedrzyk wniósł, że Zygmunt chyba skonać musiał, lecz chłopak krzyknął.
— Cesarzowę naszą pod strażą zaprowadzono do zamkowej wieży, do więzienia...
Popłoch się stał niezmierny, Biedrzyk jak szalony wybiegł.