— O pokoju? — powtórzył. — Nic nie wiem. Zkądże ta wiadomość?
— Pogłoska — rzekł Arkadiusz — miał ją jakoby przywieźć goniec od wojewody Siedmiogrodu i despoty...
— A cóż mówią o nim? — pytał zimno ale z zajęciem pewnem Cesarini.
— Powiadają, że korzystając z usposobienia sułtana, który siedemdziesiąt tysięcy dukatów za Czelebiego zapłacić musiał i dużo ludzi utracił... Huniady i despota skłonili go do przystania na bardzo dobre warunki.
— Cóż to zowiesz dobremi warunkami?? — uśmiechając się spytał kardynał.
Arkadiusz pilno mu w oczy patrzył i ramionami poruszając, rzekł:
— Mówią o dobrych warunkach, ale ja, ja ich nie wiem!! Lecz... czy by król, pan nasz miłościwy, w którym taki zapał do boju goreje, przystał na to?!
Cesarini ramionami poruszył, udając obojętność. Obrócił wszystko w żart.
— Któż wie? gdyby sułtan Amurat opuścił Adrianopol i z całą swą tłuszczą powrócił do Azyi!!
Arkadiusz przymuszonym śmiechem odpowiedział, ale oczy jego nie schodziły z kardynała.