— Luźnie idą i obozują zawsze szeroko się rozkładając — dodał Cesarini i wstał z siedzenia. — Zobaczymy co jutro pokaże...
Dzień następny wstał piękny i pogodny. O brzasku odprawił kardynał mszę świętą. Powietrze było uspokojone, słońce wschodziło jasne...
W obozie jakby się do potyczki nie przygotowywano, ruch się zwykły rozpoczął... Dowódzcy jednak objeżdżali tabor i oddziały. Kazano przywdziewać zbroje i konie gotować, gdy na skraju obozu, od gór, krzyki słyszeć się dały.
Czeladź nadbiegła wołając.
— Turcy idą... już, już następują!
Król natychmiast wyskoczył z namiotu, o nodze nabrzmiałej zapomniawszy, i dosiadł konia.
Huniady już na przedzie w lewo swoich szykował.
Ze wszech stron wołano.
— Na koń! na koń!
Wtem przypadł Wątróbka, pytając króla, czy taborem wozów każe wojsko otoczyć.