— Cichoż! cicho! — rzekła — nie wywołujcie tak szatanów! Dość! Pewnie, że prawo macie nie przebaczyć mu! On was zrobił nieszczęśliwą! Tak! On i mnie wdową zrobił! Spytajcie ludzi, ilu pobił, ile dziewcząt pozwodził, co poszły do wody i na rynki... Oj! ma on na duszy! ma!
Nie dokończyła palce sobie kładnąc na ustach. Bieta pytała jej, jakim Biskup powrócił, potwierdziła Werchańcowa, iż z gniewu szalał prawie.
— Tylkoż! — dodała Zonia z powagą — pilnuj się! abyś się jego ludziom wziąć nie dała, bo ich na ciebie naśle... Niechaj Krzyżan ma dobre oko. Zaklął się, że pochwycić każe i do wody rzucić... Co mu to trudnego...
Jakby na zawołanie, właśnie Krzyżan głosy posłyszawszy, drzwi otworzył i wszedł. Zwróciła się wdowa do niego.
— Patrzaj, abyś ty jej dobrze strzegł.. Biskup się klnie, że ją każe porwać.
Stary żołnierz uśmiechnął się.
— Ona tu bezpieczna — odparł — nie tknie jej nikt, tylko wy jej powiedźcie, aby przecie mnie jak psa za drzwiami nie trzymała, bo mi i nosa pokazać broni. Wziąłem ci ją na moją duszę i głowę...
Westchnął, Bieta spojrzała nań ostro.
— Mało ci, że mnie za siostrę masz? — zawołała dumnie.
Krzyżan wąsa pokręcał mrucząc coś, ale nieśmiało i niewyraźnie.