Biskup nie odpowiadał, o czem innem rozmyślając, roztargniony.
— Wstydzicie się i kryjecie, — dodała — a to próżno, wszyscy przecie wiedzą, żem wasza...
Chodzić poczęła zataczając się i chwytając za głowę.
— Złośnica jesteś, — odezwał się Biskup, oczyma goniąc za nią. — Drugaby się za szczęśliwą miała we wszystko opływając — tobie trzeba jeszcze więcej!
— A! mnie to wszystko wasze za nic, — zaczęła Bieta dąsając się, — za nic bez powietrza, słońca i ludzi. Jeszcze mi za stróża posadziłeś na karku babę złą i krnąbrną, która myśli, że ona tu panią i mnie chce rozkazywać! Ja żadnych przykazań nie znoszę!
Biskup słuchał obojętnie, odrętwiały.
W tem drzwi otwarły się z trzaskiem wielkim, tak, że Bieta i Biskup zwrócili się ku nim przestraszeni.
Z włosami potarganemi, z zaognioną twarzą, w sukniach pomiętych, jak wściekła wpadła Zonia wprost na Biskupa, w ręku trzymając ów róg mężowski, który jeden z czeladzi odkradł, gdy go do grobu wciągano.
Podniósłszy go do góry stanęła przed Pawłem, słowa nie mogąc przemówić. Dobyła nareszcie głosu z piersi.
— Co się stało z moim? mów! na rogu krew! Werchańca nie ma! Ludzie milczą! Mów! to twoja sprawa.