Czarny poruszył się niespokojny.
— Cóż to za gość? — zapytał.
— Wzięliśmy tego łotra Pawła z Przemankowa, co się zwał Biskupem krakowskim, wszetecznika i mężobójcę, i z polecenia księcia Bolesława zdajemy go pod straż Waszą.
Leszek choć męzkiego serca i odważny w innych sprawach, posłyszawszy o Biskupie, drgnął cały.
— Biskupa wzięliście! — zawołał — ważyliście się na osobę duchowną! Wy!! książe Bolesław!!
— Ale tego Antychrysta dłużej na stolicy biskupiej ścierpieć nie było można — odparł Żegota. — Do Rzymu trzeba słać, aby go zrzucono, a innego nam dano.
W tem zahuczało w podworcu, wóz z więźniem wjeżdżał właśnie.
Leszek nie słuchając już Toporczyka, zszedł zaraz w dziedzińce, ujrzawszy ks. Pawła skrępowanego, w sukni poszarpanej nocnej, nagiego na wpół, zbladłego i posiniałego z gniewu, zafrasował się wielce.
— Uwięzić go, to jeszcze nic — krzyknął — aleście mi go ledwie żywym dowieźli.
Zawołał zaraz na czeladź i kazał Pawła zanieść do izb osobnych, które po wyjeździe Gryfiny puste stały.