Załamał ręce.
Żegota uspokoić się go starał.
— Ten, ktoby się za tego jawnogrzesznika ujął, — rzekł — uznał by się wspólnikiem jego. Są przecie sprawy jego oczywiste, na które wszyscy patrzyli!
— Ale on za nie przed Bogiem i Najwyższym Pasterzem jest odpowiedzialny, nie przed wami — zawołał książe przerażony ciągle. — Gdzież on jest? coście z nim zrobili?
— Oddaliśmy go do Sieradzia, pod straż ks. Leszkowi — rzekł Toporczyk.
Bolesław za głowę się pochwycił.
— Rzekną więc, iż się to stało z naszej naprawy i rozkazania!
Żegota milczał chwilę.
— Wszyscy poczciwi duchowni staną w obronie miłości Waszej — był owcą parszywą między niemi.
Nie pomogło to; Bolesław padł na ławę zbolały wielce, jęcząc i mówić nie chcąc. Toporczyka odprawił ręki skinieniem.