Wymagania dziwaczne były nieskończone i niepohamowane, a gwałtowne wybuchy gniewu Biskupa, nie tylko nie pomagały, ale ją do wściekłości przyprowadzały. Uciekać musiał w końcu Biskup, a potem przebłagiwać i łagodzić.
Skarżył się na te utrapienie swe przed zaufaną Werchańcową, która mu się w oczy śmiała.
— Nie mówiłam że ja, — odpowiadała na żale — że sobie kupisz srom, nędzę i biedę. Oto masz czego chciałeś. Mało ci było tego coś miał! To szatan nie dziewka, to bies wcielony!
Zonia też, której mąż dostał las od Bukowej i cysterskie pola, choć sowicie wynagrodzona, miała troskę nieustanną, ciągle zmuszona stać na straży, niemogąc odetchnąć na chwilę.
Raz, gdy Bieta, mimo zakazu stała w oknie otwartem od ulicy, Toporczycy, którzy na widzenie jej czatowali, znaleźli się w porę. Stanęli przypatrując się jej, i przedrwiewając — ale Bieta wcale się niezasromała i uciekać nie myślała. Strojna była w łańcuchy i klejnoty, piękna jak szatan przed upadkiem, zła jak on po wyroku potępienia. Otto i Żegota głośno się z niej poczęli wyśmiewać, na co im łajaniem i dwoma wyciągnionemi pięściami odpowiedziała. Już ludzie się przed dworkiem gromadzić zaczynali i byłoby zbiegowisko powstało, gdyby nadbiegająca Werchańcowa gwałtem nie zaparła okiennicy i precz nie odciągnęła Biety.
Nieprzyjaciele Biskupa płatali psoty boleśne jego kochance. Na okiennicach dworku mało nie codzień namazywał ktoś infułę i pastorał, z czego się przechodzący naśmiewali. Pisano wielkiemi głoskami — Abizail... na drzwiach, i wschodach...
Musiano stawić stróżów, ale i ci nie wiele pomagali.
We dnie zakazanem jej było wyjeżdżać i wychodzić, o mroku tylko czasami wyprowadzała ją Werchańcowa tylną furtą na przechadzkę, ale i tam czatowano na nie, poznawano łatwo, ludzie w ślad szli i bezecne pieśni do uszu im rzucali.
Dwór Biskupi coraz bardziej pustoszał, gdyż najprzyjaźniejsi nawet ks. Pawłowi, powszechne widząc oburzenie, obronić niemogąc, usuwali się powoli i najlichsza tylko gawiedź dotrzymywała z nim jeszcze.
Starsi duchowni z kapituły, nawet na zawołanie Biskupa się nie stawili, przestali całkiem go widywać.