— Po drodze, chciałem się Miłości Waszej pokłonić — odparł Paweł.
— Moja miłość nędzna — zaśmiał się prędko bełkocąc Rogatka — licha warta miłość moja! Grzywien w skarbcu niema, beczki mi ta gawiedź powysuszała, chleba pożyczam, mięso rzeźnicy dają śmierdzące... Cała pociecha... ot... o!
Wskazał na Sonkę, która się pyszniła i śmiała.
— I oto ten niezdara Żaba!
Ręką na grajka zmierzył.
— Śpiewaj, bydle jakieś!
Grajek silniej w struny uderzył.
— Śpiewaj tę... o malinie, dziewczynie — Biskup jej nie posłyszy chyba od ciebie, a ładna..
Począł się śmiać.
— E! ty Biskupie — dodał — ty bo także baby lubisz! Hę! hę! ktoby tych zwodnic nie lubił, kiedy takie jak moja miła! Patrz, ta wiedźma to by mnie i do piekła poprowadziła, gdyby chciała...