Dyszał oglądając się jeszcze do koła — lękając pogoni. —
I tu już blask płomieni coraz był silniejszy.
Podwórze oświecone stało całe, miasto gorzało płomieniem ogromnym, wiatr, który się zerwał, roznosił iskry i głównie, tam gdzie drzewa budynki ochraniały.
Biskup słyszał już trzask niedaleko palących się domostw, wrzawę żołdactwa, które nowe płomienie witało okrzykami — a w duszy czuł dreszcz jakiś śmiertelny. —
Zdawało mu się, że tam, w tej izbie od której się zaryglował, musiał leżeć trup kobiety...
Nie łatwo się on strwożyć dawał, teraz — teraz nie poznawał siebie.
Proroctwo siedmiu lat życia brzmiało mu w uszach natrętnie.
Miałaż ta niewiasta odsłonioną tajemnicę przyszłości?
Siedem — siedem lat pokuty!
Cała przyszłość stanęła mu przed oczyma — serce zapłonęło goryczą.