— Leszek! — zaśmiał się z przymusem Biskup — tyle wart co i tamten!
Obrócił się niecierpliwie.
— Ale gdzież oni są? ilu?
— Krakowscy nas zawiedli — odparł z goryczą Żegota. — Moich własnych powinowatych dobra część przy nich została.
Przyjdzie się bić — brat przeciw bratu, własną krew dać!
Oburzył się Biskup.
— Własna krew! bracia! to cóż? — zawołał. — Albo to, gdy potrzeba, nie może iść brat przeciw bratu?
Ramionami zżymnął.
— Gdybym rodzonego miał — dodał — a stał mi na drodze!
Wyrwało mu się to z taką zajadłością, że Toporczyk cofnął się o krok. Ks. Paweł zmienił głos.