Oba krwią okryci byli... a gdy Kruk zbliżył się, znalazł dwa drgające trupy...
Poznali w człowieku Raciborowego syna, mieczami zrąbanego, poprzeszywanego strzałami...
Oczy ku nim otwarł jeszcze, poruszył niemi — i skonał...
III
W nędznej chacie na posłaniu z siana i słomy, ledwie wojłokami z koni zdjętemi pokrytem, w mroku, który niekiedy słabo rozświecał ogień zapomniany w drugim końcu izby, leżał Paweł, Biskup krakowski.
Na ławach siedziało w milczeniu kilku ludzi z pozakładanemi na piersi rękami, ze zwieszonemi smutnie głowami, spoglądając ku łożu niespokojnie, na którem nie wypoczywał ale męczył się mąż namiętności gwałtownych i nieposkromionego ducha.
Po rozbiciu pod Bogucinem Krakowian i Sandomierzan przez Bolesława i Leszka, Paweł z innemi chciał szukać schronienia w Opolu. Przestrach go potem ogarnął jakiś aby nie został wydany. Niedowierzał nikomu, nie chciał być na łasce niczyjej. Wolał swobodny szukać schronienia włócząc się po lasach i dobrach kościelnych, niż zdać się Władysławowi Opolskiemu.
Zaraz po krwawym tym boju, w którym co najprzedniejsi, jak Świętosław i Racibor padli broniąc się rozpaczliwie, rozeszła się wieść o strasznej pomście jaką Bolesław ścigał zdrajców, którzy przeciwko niemu z Opolczykiem się sprzysięgli.
Szukano Biskupa, pobranych w bitwie zamknięto w więzieniach, zbiegłym zabierano majętności, nie było przebaczenia dla nikogo.
Surowość ta niezgodną była z charakterem łagodnym Bolesława. Leszek Czarny zmuszał go do niej, żądali tego ci co pozostali mu wierni. Trwogą chciano się zabezpieczyć od nowej zdrady.